Baśń weselna Zobacz większe

Baśń weselna

Nowy produkt

0,00 zł brutto

Ten produkt nie występuje już w magazynie

    WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR

    Rozległ się po całym pokoju głośnym echem nieznośny dźwięk, gdy oboje jeszcze smacznie spali po długiej nocy. Pierwsza odezwała się Monika, a Jacek mamrotał coś, wydobywając zupełnie niezrozumiałe wyrazy z ust.

    - O matko boska, kto nastawił ten cholerny alarm… – zaczęła głośno zastanawiać się dziewczyna, powoli przewracając swoje ciało w kierunku budzika tak, by dosięgnąć go swoją ręką, lecz gdy spostrzegła, że budzika nie ma na stałym miejscu, zaczęła rozglądać się, przecierając oczy i szukała go w pobliżu łóżka.

    - Gdzie on jest? – pytała sama siebie, starając się dłonią zlokalizować dzwoniącego natręta. Nie mogła niestety go znaleźć.

    - Jacek, gdzie ten budzik? Proszę, wyłącz go, wyłącz go… Zaraz głowę mi rozsadzi – prosiła błagalnym tonem dziewczyna. Jacek niestety leżał nieprzytomny zanurzony w głębokim śnie. Jedynie, czego można było dopatrzyć się to, jak starał się bardzo nieumiejętnie podnieść swoje pozbawiane kontroli ciało, ale bez skutecznie. Budzik dzwonił i dzwonił. Dźwięk, a raczej głośny hałas powodował, że i Jacek zaczął mamrotać coś pod nosem, lecz bardzo niewyraźnie.

    - Co jest, co jest???

    - Jacek gdzie ten cholerny budzik, proszę, wyłącz go. – zwracała się błagalno-proszącym tonem do chłopaka. On niewiele się zastanawiając, ręką zaczął wyszukiwać poduszkę Moniki, by rzucić nią w stronę halsującego budzika.

    WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR rozbrzmiewało w dalszym ciągu w całym pokoju.

    - Jacek, proszę, wstań do niego, zniszcz go – niemal spychając rękoma i nogami swojego chłopaka z łóżka. Jacek podniósł głowę i starał się otworzyć zaspane oczy, lecz robił to bardzo nieudolnie i gdy uświadomił sobie, że za chwilę spadnie z łóżka, niemal się przebudził. Czuł, że spadnie, bo cały czas spychany był przez Monikę coraz to bliżej i bliżej skraju łóżka, na którym spali.

    - Co jest, gdzie ten budzik?.

    - Nie wiem, tam gdzieś dzwoni, zabij go, proszę.

    - Słyszę, ale go nie widzę. Gdzie go dałaś? Monika podniosła głowę i spojrzała na Jacka.

    - Ja nawet go nie dotykałam. Wiedziałam, że dziś będę chciała odespać cały tydzień. Ty musiałeś go nastawić – zwracała się z oskarżycielskim tonem do swojego chłopaka.

    - Ja? Kurcze nie pamiętam…

    - Proszę, wyłącz go, on mnie zabije. Ja nie wytrzymam… - błagała wciąż. Jacek po chwili zdołał zlokalizować natręta i spytał Moniki:

    - Jakim cudem budzik znalazł się na szafie?

    Monika spojrzała w stronę Jacka, który stojąc przy meblu, próbował dosięgnąć wydającego z siebie okropny dźwięk pobudki budzika wwwrrrrrrrrr.

    - Na szafie? Jacek, po co to zrobiłeś? Ile wypiłeś wczoraj?

    - Jak Boga kocham, nie pamiętam. Musiałem naprawdę być spity, żeby zrobić coś tak głupiego i nawet nie pamiętać. Ja nie pamiętam żebym dużo pił. Tyle, co zwykle… -stwierdził. Po chwili udało się Jackowi dosięgnąć budzik i koszmarne WRRRRRRRRR ucichło. Jacek stał przez chwile i niewyraźnie wpatrywał się w wyciszony już budzik. Wiedział, że to już pora i musi zacząć szykować się, jednak bardzo chciał wrócić do łóżka.

    - Boże święty dziewiąta? Przecież dziś niedziela…

    - No wiesz, co? Nie spodziewałam się tego po tobie. Nastawiłeś na dziewiątą? – pytała głośno Monika, będąc jednak w stanie głębokiego letargu.

    - Śpijmy dalej, ja nie wstaję – rzekła, dodając po sekundzie:

    - Też się kładę…

    - Nie. Jacek, zanim się położysz, to najlepiej wyrzuć go przez okno, tak na wszelki wypadek, by nie zadzwonił ponownie. Gdy to powiedziała, ponownie zanurzyła głowę w poduszkę, starając się powrócić do wcześniejszej czynności. Po chwili wyczuła jak Jacka, który układał swoje ciało na łóżku, tuż obok niej i przytulając się do niej, ucałował jej odkryte ramiączko.

    - Zabiłem go – rzekł do leżącej, na wpół nieprzytomnie śpiącej dziewczyny – Zabiłem go dla ciebie, już nigdy nie ośmieli się wydać ani jednego dźwięku.

    - Bardzo dobrze zrobiłeś, niech nauczy się, że nie wolno mi przeszkadzać jak śpię. Jakby co, poświadczę w sądzie, że zrobiłeś to w mojej obronie.

    - Dziękuję… - i ponownie ucałował ją w nieosłonięte ramię, które wystawało spod kołdry. Jacek chwilę leżał, dochodząc do siebie i chłonął atmosferę. Uśmiechał się do siebie, bo mając świadomość, że już niedługo zawsze, razem będą zasypiali i budzili się obok siebie. Chwilę później, dokładnie o dziewiątej dziesięć, Jacek zaczął się dziwnie wiercić na łóżku i zaczął wydawać z siebie dziwne i trochę niepokojące odgłosy. Monika podniosła głowę i spojrzała na Jacka, bo nie brzmiało to zbyt przyjemnie, zaczęła się niepokoić.

    - Co ci jest?

    - Nie wiem…

    - No przecież słyszę, że nie najlepiej się masz. Boli cię coś?

    - No, brzuch mnie boli i słabo mi, czuję się fatalnie.

    - Zaraz podam ci jakieś proszki… - rzekła dziewczyna.

    - Nie, leż to tylko brzuch, przejdzie zaraz… - uspakajał ją, po czym spojrzał na swój zegarek. Była dokładnie 9.12

    - Poczekaj, muszę wstać do toalety – rzekł, mrucząc i trzymając się za brzuch.

    - No co ty przecież nie wypiłeś dużo. Co ci jest? – zaczęła niepokojąco pytać.

    - Nie wiem, naprawdę. Wypiłem tyle, co zwykle, musiało mi coś zaszkodzić na mieście – rzekł, stojąc prawie w drzwiach łazienki i nim zamknął za sobą drzwi, dodał:

    - Zaraz na pewnie mi przejdzie – i znikł za drzwiami, zamykając je i przekręcił zamek. Była dokładnie 9.25, gdy Monika zaniepokojona ciągłą nieobecnością chłopaka spojrzała w stronę łazienki. W myślach pytała samą siebie: „Co on tam robi?” - i gdy już miała spytać, czy wszystko u niego ok, usłyszała, jak chłopak wcisnął plastikowy guziczek w zbiorniku i woda dużym strumieniem spłynęła do muszli. Jacek jednak nie wychodził z łazienki, Monika nasłuchiwała i po kilkunastu sekundach usłyszała kurki, o które często suszyła głowę Jackowi, by wymienił na nowe, zaczynają rozkręcać się w lewa stronę i tuż po sekundzie słyszała strumień wody, który zaczął mocno hałasować, lejąc się wprost na metalowy brodzik. Oznaczało to nic innego jak tylko to, że Jacek wchodzi pod prysznic. Była dokładnie dziewiąta trzydzieści, gdy wieża, która była zawsze ustawiana tak, by uruchamiać się tuż po sygnale budzenia, zwykle uruchamiała się włączając poranną, przyjemną muzykę, by milej się wstawało, nieoczekiwanie zaczęła grać. Dźwięki, które akurat w tym czasie dochodziły z głośnika, nie były tymi, które Jacek zwykł słuchać codziennie, ale było to radio. Monika zdziwiła się, gdyż Jacek nigdy nie słuchał na pobudkę żadnej stacji radiowej, lecz gdy wsłuchała się bardziej, dało się słyszeć przyjemny głos spikera radiowego:

    - Śpij sobie spokojnie, nie musisz wstawać, dziś niedziela. Należy ci się kochana. My w tym czasie postaramy się, byś słuchała naszej, przyjemnych dźwięków relaksując się.

    - Masz zupełną rację redaktorku, masz zupełną rację… - szeptała do siebie dziewczyna. Jacek w łazience zaczął robić dość dużo hałasu, ale nie na tyle głośno, by pobudzić wszystkich w bloku. Były to delikatne odgłosy stawianych słoiczków i pudełek na półkach lub dało się słyszeć, przestawiane butelki z płynami szukając właściwej. Była dokładnie 9.35, gdy rozległo się delikatne pukanie do drzwi. Monika na początku nie była pewna, czy się przesłyszała, czy ktoś faktycznie zapukał do drzwi. Z głośników wciąż leciała przyjemna muzyka i przez chwilę Monika, zdecydowała się unieść zaspaną twarz w górę i zwróciła ją w kierunku drzwi wejściowych. Wsłuchiwała się chwilę, jednak gdy trwała cisza sama stwierdziła, że przesłyszała się chyba i położyła głowę w tej samej pozycji, jak poprzednio. Leżała tak spokojnie. Muzyka w radio bardzo kojąco wpływała na dziewczynę i gdy ta ponownie próbowała zamknąć zmęczone powieki, tym razem głośniej o jeden ton, ponownie usłyszała delikatne, nienachalne pikanie do drzwi. Zaniepokoiła się wtedy i bardziej wyrwana ze snu spojrzała w stronę drzwi. Trzymając głowę na poduszce i leżąc, już z otwartymi oczami zmarszczyła brwi ze zdziwienia, nie wierząc, spytała się w duchu: „Kto o tej porze w niedziele może czegoś chcieć?” Szybko zaczęła odtwarzać w pamięci wszystkie wydarzenia i spotkania i zaczęła zastanawiać się, czy nie miała na dziś czegoś ważnego w planach do zrobienia lub może spotkanie z kimś i nie była pewna, czy czasem jednak na niedzielę nie umówiła się na jakieś spotkanie. Szybko uświadomiła sobie jednak, że to przecież mieszkanie jej chłopaka:

    - Jacek… szepnęła, trwała cisza

    - Jacek … ponownie wypowiedziała jego imię, lecz tym razem zrobiła to zdecydowanie głośniej. Odwróciła, więc głowę w stronę łazienki i gdy chciała ponownie szepnąć jego imię, usłyszała delikatne „puk, puk” do drzwi. Szybko zerknęła w ich stronę i siadając, odwróciła się całkiem w stronę łazienki, skąd dobiegał szelest wody, lecącej pod prysznicem. Słyszała też pomruki jakby złości swojego chłopaka i można było usłyszeć, jak tłucze się w środku.

    - Jacek... - jeszcze głośniej, zdecydowanie głośno zwracała się w kierunku pomieszczenia, gdzie aktualnie przebywał jej chłopak.

    Niestety nie było słychać ani odzewu, ani żadnej reakcji na jej usilne próby skontaktowania się z Jackiem. Nie chciała krzyczeć za bardzo, więc postanowiła wstać, podejść do łazienki. Ktoś się delikatnie dobijał, ale ona nie chciała otworzyć. Mimo że była ciekawa, to jednak postanowiła tę przyjemność zostawić Jackowi, by sam mógł sprawdzić, kto to się delikatnie dobija. W końcu on jest tutaj właścicielem, więc niech otworzy drzwi sam. Szybko przeleciała wzrokiem, leżąc jeszcze pod kołdrą pobliskie jej otoczenie i krzesło i fotel i nawet zerknęła na podłogę, by zlokalizować swoje ubranie, bo nie chciała wstawać, nie okrywając się niczym. Ku jej zdziwieniu nie była w stanie dopatrzyć się ani jednej rzeczy, które należałyby do kompletu jej garderoby, dosłownie nie było niczego. Zdziwiła się bardzo i zaniepokoiła, bo bez względu na wszystko, ubranie powinno być w pobliżu. Już nic, nawet muzyka i spiker, którego głos wydobywał się z głośników, a mówił bardzo ważne rzeczy, nie docierało do niej, ona chciała znaleźć swoje ubranie.

    - Co jest cholera, gdzie jest ubranie? - powtarzała w duchu, denerwując się coraz bardziej.

    – Jacek!!! - już niemal krzyknęła w kierunku łazienki, a z wewnątrz jedynie, można było usłyszeć coraz większy hałas wody i innych pojemników, jakie stały na półkach w łazience. Puk, puk, puk, puk, rozlegało się coraz bardziej w pomieszczeniu i stawało się coraz wyraźniejsze i można było odnieść wrażenie, że ktoś w niedziele rano postanowił być cholernym natrętem. W każdym razie wszystko wskazywało na to, że nie miał zamiaru odchodzić i zostanie tutaj, dopóki ktoś nie otworzy drzwi. Monika już naprawdę zdenerwowała się, bo w międzyczasie starała się odnaleźć, zagubione ubranie nie potrafiła, go nawet zlokalizować. Żadnego buta czy skarpetki. Nic. Spiker w radio na tle muzyki mówił coś, ale ona zupełnie nie była zainteresowana jego słowami, jedynie w panice zaczęła narzucać na siebie kołdrę i zmierzając w kierunku drzwi łazienki i już na głos mówiła do siebie:

    - No co jest grane? Gdzie podziało się moje ubranie? Jacek? - zapytała, wypowiadając jego imię. Gdy podeszła do łazienki i chciała otworzyć drzwi, chwytając za klamkę, próbowała wejść lub otworzyć drzwi, by powiedzieć Jackowi o pukaniu do drzwi. Ku jej zdziwieniu drzwi były zamknięte na zamek od wewnątrz.

    - Jacek otwórz. Dlaczego zamknąłeś drzwi? - mówiła, pytając i zwracając się głośniej w ich kierunku w nadziei, że jej chłopak to usłyszy.

    - Jacek, Jacek, no co jest z Tobą!!!. Otwórz te drzwi- zaczęła pukać nerwowo i szarpać za klamkę. Niestety nie było żadnej reakcji ze środka. Monice nawet wydawało się, że chłopak ją lekceważy, bo każdy chyba byłby w stanie słyszeć tak głośny hałas, jaki ona powodowała. Nic, kompletnie nic, absolutnie żadnej reakcji nie było ze środka. Jacek nie słyszał jej głosu. Pomyślała nawet, że jej chłopak zasłabł i zaczęła wsłuchiwać się w odgłosy, jakie dochodziły ze środka. On ewidentnie nie zasłabł, dało się słyszeć jakieś stukanie w środku i szepty chyba do siebie, nawet zapytała:

    - Jacek, z kim ty rozmawiasz? Dlaczego nie otwierasz? - i ewidentnie już tłukła się w drzwi. Po czym usłyszała ze środka:

    - Kochanie, nie mogę teraz. Jestem pod prysznicem.

    - Dlaczego zamknąłeś drzwi i z kim tam rozmawiasz? - pytała.

    - Nie słyszę cię. Woda hałasuje- dobiegało jego tłumaczenie ze środka.

    - Jacek, proszę, otwórz. Ktoś jest przed drzwiami i puka do drzwi, ktoś do ciebie chyba przyszedł.

    - Jeśli to do mnie, to musi poczekać, biorę prysznic. Ty otwórz, jesteś moją dziewczyną.

    - Jacek, ja nie wiem, gdzie jest moje ubranie. Niczego nie mogę znaleźć...

    - Kochanie nie słyszę Cię — dobiegało ze środka łazienki.

    - Zakręć tę wodę, ktoś do ciebie przyszedł, bo pu... - jej wypowiedź nagle została przerwana, bo Monika usłyszała dźwięk telefonu, który rozdzwonił się nie wiadomo gdzie.

    - Jacek, teraz jeszcze telefon dzwoni.

    - To odbierz, proszę i powiedz, że oddzwonię.

    - Jacek co ty sobie jaja robisz? - pytała w złości, bo próbując zlokalizować też i telefon. Niestety nie była w stanie tego uczynić.

    - Jacek telefonu też nie widzę, dzwoni, ale go nie widzę. Co jest grane?

    - Kochanie nie słyszę cię, odbierz telefon i powiedz, że oddzwonię... I jeszcze wyraźniejsze dźwięki dało się słyszeć dochodzące z łazienki, gdzie przebywał. Monika stała zupełnie zdezorientowana przed zamkniętymi drzwiami, za którymi w środku znajdował się jej chłopak. Nic, absolutnie nic do niego nie docierało ze słów, jakie ona do niego kierowała. Czuła się bezsilna, nic nie była w stanie zrobić. Telefon dzwonił i dzwonił, ktoś pukał i pukał, a Monika stała z kołdrą na plecach i bez efektownie pukała do łazienkowych drzwi, by porozumieć się ze swoim chłopakiem. Była to cholernie patowa sytuacja. Uświadomiła sobie, stojąc przed drzwiami z nakryciem narzuconym na siebie, że to najbardziej denerwująca sytuacja, w jakiej kiedykolwiek się znalazła. Jej chłopak, mimo że powinien ją usłyszeć, nie słyszał jej i nawet wydawało się jej, że ją lekceważy. Zrobiło się jej trochę przykro. Ktoś wciąż pukał i ten telefon, który nieustannie dzwonił. Monika nic nie mogąc zrobić, spojrzała na krzesło i postanowiła usiąść na nim bezradnie i w złości powiedziała sama do siebie, ale tak głośno, żeby mógł usłyszeć ją jej chłopak:

    - Ok, udawaj, że nie słyszysz, a ja sobie poczekam, aż jaśnie pan zechce otworzyć... - i usiadła zupełnie zrezygnowana na krześle, które stało przy stole. To była dziwna, naprawdę bardzo dziwna sytuacja, w jakiej chyba nigdy nie myślała, że znajdzie się kiedykolwiek. Siedziała zrezygnowana, a raczej, gdy już pierwsza fala chęci dostania się do łazienki i porozumienia z Jackiem spełzła na niczym, usiadła zupełnie zobojętniała, bo całkiem bezradna. Siedziała i starała się tak, jak jeszcze chwilę wcześniej chciała zlokalizować swoje ubranie, tak teraz zapomniała o nim, a jej zamiarem było, choć zlokalizowanie tego głupiego telefonu, który dzwonił i dzwonił. Dźwięki dzwoniącego telefonu dochodziły, co bardzo ją zdziwiło z szafy. Podeszła po cichu wsłuchując się i faktycznie, gdy nasłuchiwała bardzo uważnie, idąc w stronę narastającego dźwięku, doszła do szafy. Ucieszona tym faktem chciała ją otworzyć, bo postanowiła, że naprawdę odbierze już w złości i powie bez względu na to, kto dzwoni, w jakiej ona znalazła się beznadziejnej sytuacji, a jej chłopaka zupełnie to nie interesuje. I gdy tylko chciała otworzyć drzwi od szafy, nie bardzo wiedziała jak to zrobić, bo jakimś cudem i ona była zamknięta, a klucza nie było w drzwiach. Szarpała i szamotała, jak mogła, za same ranty drzwi, ale bezskutecznie. Drzwi wciąż pozostawały zamknięte. Stała cała w złości, bo cały los, sprzysiągł się przeciw niej, nic nie mogła zrobić.

    - Mam to gdzieś... - szepnęła dość głośno i usiadła w nerwach z powrotem na krześle. Po chwili jednak zaczęła się śmiać, naprawdę wewnątrz niej jej dusza po prostu śmiała się w głos z sytuacji i z niej samej, bo była to tak bardzo beznadziejna sytuacja, że jedynie, co można, to tylko można byłoby zobaczyć to w komedii przygodowej rodem z Hollywood i zaczęła się śmiać po cichu w bezsilności. Nieoczekiwanie zapanowała cisza. Nagle ucichło wszystko, telefon i pukanie i bardzo cicho zrobiło się w łazience. Teraz wyraźnie można było usłyszeć i muzykę i spikera, który ciepłym tonem wygłaszał swoja poranną audycję: „Czasem sprzysięga się wszystko przeciw nam i jesteśmy zupełnie bezradni, prawda?”

    - I cholera masz absolutną rację, jak nigdy zgodzę się z tobą... - rzekła w stronę odbiornika, gdy redaktor spokojnym głosem kontynuował swoją wypowiedź, bo miała świadomość, że on jako osoba postronna wie, co ona teraz czuje. A redaktor mówił dalej:

    „A czy nie pięknie byłoby, gdyby pora do wstawania była tylko wtedy, gdy już się wyśpimy, gdy nasz organizm już sam powie do nas czułym głosem, szczególnie w tak wyjątkowy dzień, jakim jest niedziela: Wstawaj kochanie, śniadanko już czeka…”

    Monika z uśmiechem na twarzy z ironiczną miną, patrząc na odbiornik radiowy, rzekła:

    - Ale chyba nie w tym życiu i może u ciebie szanowny Panie, bo u mnie nie ma tak kolorowo... Redaktor kontynuował swój poranny program, mówiąc: „Nie tylko u mnie, bo zapewne do ciebie też czasem tak przyjdzie śniadanko do łóżeczka". Monika nawet nie w złości, lecz wdała się w jednostronną polemikę z redaktorem, który przecież nie mógł jej słyszeć, mówiła dalej i akurat idealnie wpasowała się swoją wypowiedzią w temat rozmowy.

    - No przyjdzie, chyba nawet stoi przed drzwiami, bo puka i puka od kilku minut tylko, że nie mogę nigdzie znaleźć swojego ubrania. Chyba ktoś mi je w nocy ukradł, bo markowe były i drogie. Gdyby nie to, wierz mi redaktorku, podeszłabym do drzwi i otwarła je... - gdy głos w radio dalej mówił: „Ubranie, po co nam ubranie, natura ubrała nas najpiękniej, jak tylko można dając nam wspaniale ciało, więc ubranie dziś zupełnie nie będzie nam potrzebne".

    - Ale trzeba drzwi otworzyć, a tak to lepiej nie, bo nie wiem, kto to...- rzekła zupełnie beznamiętnie do redaktora, z którym jednostronnie rozmawiała. Gdy nieoczekiwanie zabrzmiało, idealnie pasując do zaistniałej sytuacji: „To poszukajmy czegokolwiek pod poduszką swojego kochania, z którym spałaś dziś. Tam na pewno będzie coś, co albo nam się spodoba, albo bardzo przyda w takiej sytuacji, gdy mamy nieoczekiwanego gościa przed drzwiami, a my nie mamy się zupełnie w co ubrać". Monika, sugerując się tym, co usłyszała faktycznie, wprost pod poduszkę swojego chłopaka, która leżała po przeciwnej stronie łóżka. Dostrzegła coś i nawet ją bardzo zainteresowało to, co zobaczyła, bo uświadomiła sobie, że jest tam chyba szlafrok Jacka, w którym często chodziła, był zawsze puszysty i pachnący.

    - Redaktorku kochany tu masz cholera jasna rację, dam ci buziaka jak cię spotkam, wybawiłeś mnie z niezręcznej sytuacji... - rzekła, podchodząc do łóżka i gdy tylko chwyciła poduszkę, unosząc ją w górę, ucieszyła się, bo wiedziała, że będzie mogła ubrać coś na siebie i faktycznie zaczęła z radości ubierać szlafrok. Po chwili usłyszała w radio coś, co ją przeraziło. Na początku zupełnie nie wiedziała, co ma o tym myśleć i co tu jest grane i czuła lekki niepokój, dopiero po chwili, gdy zaczęła coś podejrzewać cała struchlała ze strachu. Z głośnika radio usłyszała słowa, które spowodowały, że energicznym skierowała głowę w kierunku radio i znieruchomiała patrząc na wprost niego, na radio.

    „No widzisz Moniko, teraz będziesz mogła podejść do drzwi i otworzyć je”

    Zapanowała cisza. Monika znieruchomiała i przez chwilę wstrzymała całe powietrze, jakie miała w płucach, nie wypuszczając go. Wystraszyła się czegoś, choć zupełnie nie wiedziała, co ma o tym myśleć.

    - Słucham? - spytała, nie będąc pewna, co robi i co mówi, bo przez chwilę, dosłownie przez ułamek sekundy przez jej głowę przeszła myśl, że redaktor zwrócił się personalnie do niej, używając jej imienia. Po chwili jednak, bo była inteligentną dziewczyną, stwierdziła, że przesłyszała się, bo przecież nikt o zdrowych zmysłach nie rozmawia ze skrzynką. Spojrzała uważniej w jej stronę i wolnym krokiem, zaczęła iść w jego kierunku, zupełnie nie wiedząc, po co, bo to było bardzo nieracjonalne zachowanie. Przestało ją zupełnie interesować to, że ani nie było już słychać szelestu wody z prysznica, który brzmiał wcześniej, nie było też słychać tego natrętnego telefonu, który dzwonił przed momentem. Nie było słychać tego pukania, które wskazywało na to, że ktoś naprawdę chciałby, by mu otworzono. Była to dziwna sytuacja. Gdy zrobiła z dość dużym niepokojem, kilka niewielkich kroków w stronę radio usłyszała:

    „Mówię, że teraz będziesz mogła sobie podejść do drzwi i zobaczyć kto tam stoi".

    - O cholera ... - krzyknęła, odskakując z przerażeniem od niewielkiej, gadającej skrzynki. 

    W radio panowała cisza.

    - Co jest grane, jest tam kto? - pytała, patrząc na odbiornik, ale była to tak niezręczna i irracjonalna sytuacja, że zupełnie nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Patrzyła na radio i najgorsze, że mówiła do niego, a redaktor, bo wszystko wskazywało na to, że słyszał to, co do niego mówiła i rozmawiała z nim, a nie powinna.

    - Nie, to jakiś żart, a ja nie zwariowałam jeszcze, mówię do radia... Podeszła dyskretnie do małego pudełka z niewielkimi pokrętłami i malutkimi przyciskami i zaczęła wpatrywać się w nie.

    - Moniko, nie zwariowałaś. Jestem jak najbardziej poważny... - dziewczyna ponownie cofnęła się z przerażeniem.

    - Co jest grane, słyszysz mnie? - zapytała po chwili, kierując swoje słowa wprost w odbiornik radiowy.

    - Słyszę.

    - Jest tam kto? - zapytała.

    - A czy tobie się wydaje, że teraz rozmawiasz z plastikowym odbiornikiem i ono ci odpowiada, czy rozmawiasz ze mną?- padło po chwili.

    - Jacek!!!??? - krzyknęła w stronę łazienki, po czym usłyszała po krótkiej chwili: - Jacek moja droga słuchaczko jest bardzo zajęty, z resztą nie ma go tu.

    - A gdzie jest? - jakimś dziwnym i niezrozumiałym sposobem nawiązała się rozmowa pomiędzy Moniką a redaktorem, który przecież nigdy w taki sposób nie kontaktował się z nikim, by rozmawiać przez radio. Trzeba było do niego zadzwonić, by pomówić, a tu coś takiego.

    - Jacek siedzi teraz w łazience i przygotowuje się do czegoś bardzo ważnego.

    - Co robi? - zapytała wystraszona dziewczyna, której do oczu zaczęły napływać łzy, chyba ze strachu. Była w szoku, w absolutnym szoku. Jakimś dziwnym cudem teraz, bo fizycznie jest to niemożliwe, ona osobiście rozmawia, nie dzwoniąc do radio z redaktorem, który ja słyszy.

    - On przygotowuje się do czegoś bardzo ważnego… - powtórzył. Monika nie wiedziała, co ma robić, nie wiedziała, co ma myśleć i co ma mówić. Zrobiło się jej bardzo nieswojo i po plecach przebiegł ją dreszcz. Kontynuowała jednak tę irracjonalnie niewiarygodną rozmowę z redaktorem.

    - Do czego się przygotowuje? – spytała, gdy jej oczy zaczęły łzawić. Usłyszała coś, czego nigdy absolutnie nigdy w takich okolicznościach nie spodziewała się usłyszeć:

    - On chce spytać Cię o coś bardzo ważnego.

    - O co? – pytała, a w oczach czuła, że gromadzi się jej coraz więcej łez.

    - Wybacz Moniko, ale to może powiedzieć tylko on.

    - Nie wierzę, cholera jasna nie wierzę. Jacek jesteś tam? - zaczęła pytać się głośno tak, że musiał ją usłyszeć.

    - Jacek proszę, odpowiedz. Jesteś tam? Ja się cholera jasna boję, to nie jest śmieszne...- mówiła Monika, której głos aż drżał. Niestety on nic nie odpowiadał, tylko delikatnie tłukł się w łazience i coś szeptał.

    - Moniko... - padło z głośników.

    - Tak? - odpowiedziała, zupełnie nie wiedząc, co to ma wszystko znaczyć. Wystraszona, że rozmawia z facetem z radio, który nie ma prawa jej słyszeć, ale jakimś cudem słyszy wszystko, co ona do niego mówi.

    - Moniko, skoro już masz na sobie ten szlafrok, bo ubrania nie mogłaś dziś znaleźć, to teraz podejdź do drzwi, bo tam ktoś czeka. A w tym czasie Jacek na pewno skończy to, co zamierzał uczynić.

    Monika zrezygnowała zupełnie z pomysłu, by dobijać się swojego chłopaka. Powoli i dość niepewnie zaczęła zmierzać, stawiając bose stopy na dywanie w kierunku drzwi. W radio z głośnika płynęła bardzo romantyczna muzyka i gdy dziewczyna już była pod drzwiami głównymi, usłyszała, jak drzwi od łazienki zaczynają się otwierać. Dało się słyszeć przekręcanie zamka od wewnątrz i gdy Monika spojrzała w kierunku łazienki w ich drzwiach, zaczął pojawiać się jej Jacek. Monika stała pod drzwiami i patrząc na Jacka, uśmiechnęła się ze łzami w oczach. Zaczęła biec szybko w stronę swojego chłopaka i szczęśliwa rzuciła mu się na szyję, tuląc się do niego. Tuliła się przez chwilę, kołysząc się delikatnie w jego ramionach, bo czuła tak wielką radość, że nie sądziła, by kiedykolwiek ktokolwiek sprawił jej taką niespodziankę. Już wiedziała, co to wszystko ma znaczyć i przestała się dziwić. Wiedziała, że Jacek ma szalone pomysły.

    - Moniko - padło nieoczekiwanie z głośnika, gdy po chwili doszli do siebie.

    - Tak, jestem.

    - Słyszysz mnie?

    - Tak, słyszę redaktorku kochany.

    - To słuchaj teraz uważnie.

    - Dobrze – odparła dziewczyna

    - Weź teraz telefon od chłopaka, bo ja nie słyszę, czy mnie słyszysz i rób to, co ci powiem.

    Jacek stał nieruchomo, zupełnie niewzruszony oddał słuchawkę swojej dziewczynie. Gdy, przyłożyła ją do swojego ucha, rzekła, pytając redaktora, którego słyszała w słuchawce.

    - A teraz mnie słyszysz?

    - No teraz słyszę cię bardzo wyraźnie. Nie mam zbyt wiele czasu, ale słuchaj jednak tego, co ja mam ci do powiedzenia.

    - Ok, zamieniam się w słuch... - rzekła drżącym głosem i ze łzami w oczach:

    - Za chwilę, gdy Twój chłopak zrobi to, do czego się przymierzał bardzo długo i co chciał, by spodobało się Tobie, podejdź do drzwi, tam czeka coś na ciebie.

    Gdy redaktor mówił te słowa, które ona doskonałe słyszała przez głośniki w radio, Jacek, stojąc w swoim pięknie przystrojonym smokingu, rozpiął guziki i uklęknął na prawe kolano. Po czym sięgnął do kieszeni i powoli, lecz bardzo zdecydowanie wyciągnął niewielkie pudełeczko, które po otwarciu, ukazało malutki, ale pięknie gustowny pierścionek zaręczynowy. Wtedy Jacek chrząknął, przygotowując się do powiedzenia czegoś bardzo ważnego, a z głośników Monika usłyszała.

    - Denerwuje się chłopak, ale tak wszyscy mamy, słuchaj uważnie, bo Twój Jacek chce zapytać Cię… No śmiało chłopie, pytaj to idealny moment – te słowa skierowane były do Jacka.

    - Moniko, Słońce ty moje. Spraw mi ten zaszczyt i proszę, zostań moją żoną – padło z ust chłopaka, a dłonie jego, w których trzymał malutkie pudełeczko, uniosły się do góry jeszcze wyżej.

    - Tak! Tak! Tak! - Odpowiedziała, wzruszona Monika, rzucając się do ust swojego już narzeczonego, a nie chłopaka. Monika chwilę stała i zupełnie nie widziała tego, co Jacek trzymał dla niej w swych dłoniach. Łzy zalewały jej oczy ze szczęścia i naprawdę nie liczyło się to, co w nim było, ale to wszystko, co się wydarzyło, sprawiło, że były to najpiękniejsze oświadczyny, o jakich kiedykolwiek słyszałem. To były też najpiękniejsze i najbardziej romantyczne oświadczyny, o jakich słyszał ktokolwiek. Po czym wstał i pomógł założyć jej pierścionek zaręczynowy na palec jej dłoni i stali tak przez chwile wtuleni w swe ramiona. Po chwili niemal absolutną ciszę przerwał głos wydobywający się z głośników, który na tle romantycznej muzyki brzmiał cudownie.

    - Moniko, Moniko jesteś tam?

    - Tak, jestem.

    - No skoro już stało się to, do czego się Jacek bardzo długo przygotowywał to, teraz zapewne zgłodnieliście trochę. Proszę, podejdź do drzwi i otwórz je. Dziewczyna szczęśliwa i z wielkim uśmiechem na twarzy zaczęła zmierzać w kierunku wejściowych drzwi. Gdy tylko otworzyła je, zobaczyła, jak mężczyzna trzyma słuchawkę w ręku i był on ubrany w strój kelnera. Trzymał on przed sobą niewielki wózek, a na nim stały pięknie przyozdobione talerze. Monika spojrzała na Jacka, a on z uśmiechem na ustach, bo usłyszał to, na c czekał i co miał nadzieję usłyszeć, podszedł do drzwi i zaczął wnosić wszystko do mieszkania.

    - Proszę oto zamówienie... - rzekł redaktor i gdy tylko wszystko było w środku do mieszkania, zaczęły wchodzić kobiety niosące w dłoniach pięknie kwitnące bukiety róż. Panie szybko przystroiły stół, który stał w pokoju a kelner, zaczął przystrajać stół, wykładając specjalnie przygotowane śniadanie.

    - Jacek, ale ja muszę się ubrać...

    - O nie, kochanie. Nie musisz. Zresztą i tak po śniadaniu zamierzam wrócić razem z Tobą do łóżka. Chcę pokazać Ci, jak będą wyglądały nasze niedziele - Monika się uśmiechnęła.

    Z relacji, jaką nam przekazano, wynikało, że właśnie tak wyglądały zaręczyny tej pary. Tutaj musimy zakończyć ich opis, dalsze wątki niech zostaną słodką tajemnicą tej pary. A Wy jakie macie wspomnienia. Jak byście chcieli, byśmy je opisali. Wasze poznanie, zaręczyny, wspaniałe przygody i inne wyjątkowe momenty? 

    Zapraszamy do kontaktu.

    Ilość stron 432